Odzysk wody w Polsce – fakty kontra publicystyka. Odpowiedź na wpis Haba sp. z o.o. „Zamach na polską wodę. Jak sabotuje się walkę z suszą na życzenie jednej firmy”
W 2024 r. zwróciliśmy uwagę Wodom Polskim i Ministerstwu Infrastruktury na funkcjonowanie w praktyce całkowicie nieuprawnionej interpretacji przepisów powodującej, że tzw. „powierzchniowe” zagospodarowanie ścieków polegające na ich wylewaniu na grunt lub zraszaniu nimi powierzchni ziemi pozostawało poza kontrolą sanitarną i środowiskową. Z przepisów Konstytucji wprost wynika, że Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska (art. 5) i ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych (art. 74 ust. 2). Stąd też, Ministerstwo Infrastruktury i Wody Polskie potwierdziły, że obecnie obowiązujące przepisy nie przewidują możliwości prowadzenia „powierzchniowego” zagospodarowania ścieków z przydomowych oczyszczalni ścieków, w tym pozbywania się ścieków z użyciem zraszaczy.
W związku z pojawieniem się w przestrzeni publicznej tekstu pt. „Zamach na polską wodę: Jak sabotuje się walkę z suszą na życzenie jednej firmy” (https://haba.pl/blog/zamach-na-polska-wode-jak-sabotuje-sie-walke-z-susza-na-zyczenie-jednej-firmy), uznajemy za konieczne odniesienie się do zawartych tam twierdzeń i ocen. Poruszony temat — efektywne gospodarowanie zasobami wodnymi w Polsce — jest niezwykle ważny, jednakże jego przedstawienie w formie jednostronnej, emocjonalnej narracji nie służy rzetelnej dyskusji.
Tekst otwiera efektowne porównanie zasobów wodnych Polski z krajami Bliskiego Wschodu (Syrią i Jordanią) jednoznacznie kojarzących się z pustynnymi krajobrazami i deficytami wody. Jest to porównanie powielane od lat w wypowiedziach publicystycznych, chociaż zostało ono wielokrotnie zweryfikowane przez ekspertów jako nierzetelne i nieodpowiadające rzeczywistości[1]. Przykładowo, Polska i Egipt mają takie same zasoby wody mierzone ilością wody wpływającą do morza wszystkimi rzekami z obszaru kraju, tyle że w Egipcie jest jedna rzeka (Nil), będąca jedną z najdłuższych rzek na Ziemi (obok Amazonki) i przepływająca przez osiem państw. Na jednego mieszkańca Polski przypada trzy razy więcej wody rocznie niż na jednego mieszkańca Egiptu. W zależności od przyjętego kryterium, Polskę można porównać niemal z każdym krajem.
Następnie w tekście zasugerowano, jakoby Unia Europejska miała nakazywać („Bruksela nakazuje”) ponowne wykorzystanie ścieków. Tymczasem w – zacytowanym w tekście – przepisie pochodzącym jeszcze z 1991 r. wyraźnie wskazano, że takie wykorzystanie powinno mieć miejsce, kiedy jest „właściwe”, a nie w każdym przypadku. W unijnym rozporządzeniu z 2020 r. w sprawie minimalnych wymogów dotyczących ponownego wykorzystania wody ustanawia się szczegółowe wymogi prawne dla ponownego wykorzystania ścieków. Decyzja o wdrażaniu tych rozwiązań pozostaje po stronie państw członkowskich Unii Europejskiej. Również statystyki o zakresach odzyskiwanej wody ani nie prezentują źródeł, ani nie uwzględniają zastosowań oczyszczonych ścieków w poszczególnych krajach, gdzie używa się ich w celach przemysłowych (np. jako alternatywy dla „czystych” wód w systemach chłodzących), a nie do podlewania ogrodów. Izrael i Singapur często podaje się jako przykłady skutecznego odzysku wody, ale ich sytuacja jest zupełnie nieporównywalna z Polską. Obydwa te kraje funkcjonują w ekstremalnych warunkach hydrologicznych – Izrael w klimacie pustynnym, a Singapur bez własnych zasobów wodnych, wskutek czego od lat są zmuszone inwestować w zaawansowane systemy odzysku ścieków.
W dalszej części tekstu zastosowano szereg zabiegów retorycznych opartych na emocjonalnym języku, których nie poparto rzetelnymi argumentami. Warto zachować ostrożność wobec określenia technologii polegającej na zraszaniu gruntu ściekami mianem „przełomowej”. Tradycyjne zraszacze stosowane od lat do nawadniania trawników opierają się na podobnych założeniach. Nie wiadomo, na czym miałby polegać ów „przełomowy” charakter promowanej technologii, a w tekście tego nie objaśniono. W tej części tekstu wyraźnie wprowadza się element promocyjny do wypowiedzi mającej uchodzić za ekspercką i służącą realizacji dobra publicznego.
Co istotne, w komentowanym tekście teza o zakazie systemów „działających bez zarzutu i bardziej ekologicznych niż podziemne” nie została udokumentowana. Nie przedstawiono żadnych konkretnych danych, raportów czy badań potwierdzających ich skuteczność i rzekomą przewagę ekologiczną. Nie wyjaśniono też kto i na jakiej podstawie ocenił te systemy jako „bardziej ekologiczne” oraz jakie kryteria należałoby brać pod uwagę do dokonania takiej oceny.
Powołanie się w tekście na autorytet bliżej nieokreślonych naukowców z „Uniwersytetu Przyrodniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie” (w Polsce nie istnieje taka szkoła wyższa) samo w sobie nie dają pełnego obrazu sytuacji. W tekście nie wskazano autora cytatu, źródła cytatu, zakresu badań i zastosowanych metodyk. Należałoby oczekiwać, że eksperckie opinie będą zdecydowanie bardziej szczegółowe i poparte konkretnymi danymi, takimi jak wyniki pomiarów jakości oczyszczonych ścieków, ocena ryzyka sanitarnego, wpływ na ludzi, glebę i rośliny, a także uwarunkowania lokalne, w jakich technologia jest stosowana w danym miejscu.
Nawiązanie w tekście do jednej normy dla kąpielisk jako argumentu „spełniania norm UE” w kontekście zraszania gruntu lub roślin ściekami może być mylące, sugerując, że dana technologia jest bardziej bezpieczna niż wymaga tego prawo. Normy dla jakości wody w kąpieliskach to co innego niż normy dla ścieków wprowadzanych do ziemi i nie mogą być stosowane zamiennie. Spełnienie normy nie oznacza spełnienia kompletu właściwych norm.
Uzasadnione wątpliwości może budzić promowanie rozwiązań „powierzchniowego zagospodarowania” ścieków w obliczu zwiększonego parowania spowodowanego wyższymi temperaturami. W warunkach zwiększonego parowania kluczowe jest maksymalizowanie retencji i ograniczanie strat wody. W warunkach suszy i upałów znaczna część wody z powierzchni ziemi może odparować, zanim zdąży wniknąć do gleby lub zostać pobrana przez rośliny, co zmniejszy efektywność wykorzystania oczyszczonych ścieków. Stabilizacja bilansu wodnego w dłuższej perspektywie pozostaje zależna od zasilania wód gruntowych, a nie od potencjalnego zwiększania ilości pary wodnej w atmosferze i możliwej emisji bioaerozoli.
Obecne w tekście wypowiedzi dotyczące rzekomego „sabotażu” po stronie organów władzy publicznej są bardzo poważne i nie towarzyszą im stosowne dowody. Oskarżanie instytucji państwowych o celowe działanie na szkodę walki z suszą lub ochrony środowiska to nie tylko nieuzasadnione uproszczenie, ale przede wszystkim tworzenie zupełnie niepotrzebnego ryzyka podważania zaufania do organów odpowiedzialnych za gospodarkę wodną w Polsce.
Tekst przedstawia fałszywą alternatywę: albo wsparcie dla technologii promowanej przez Haba sp. z o.o., albo zablokowanie rozwoju gospodarki wodnej i niebezpieczeństwo dla zasobów wodnych. Tymczasem zgodne z prawem rozprowadzanie ścieków po powierzchni ziemi nie jest ich wprowadzaniem do ziemi opisanym w przepisach. Legalne rozprowadzanie ścieków powierzchniowo to nie kwestia dowolności, lecz właściwych wymagań prawnych, które powinny określać jasne wymagania dla jakości ścieków i ich kontroli. Przepisy nie przewidują takich rozwiązań, więc Ministerstwo Infrastruktury i Wody Polskie nie mogły postąpić inaczej. Na zakończenie Ekodren – Naturalne Systemy Oczyszczania informuje, że w najbliższym czasie podejmie stosowne działania dotyczące wypowiedzi i sugestii obecnych w komentowanym tekście i odnoszących się do naszej działalności i oferowanych przez nas produktów.
[1] Świat Wody, Fakty i Mity: Czy Polska ma tyle wody co Egipt?,https://swiatwody.blog/2020/02/12/czy-polska-ma-tyle-wody-co-egipt/;Demagog, Polska ma mniejsze zasoby wody niż Egipt? Fałsz, https://demagog.org.pl/wypowiedzi/polska-ma-mniejsze-zasoby-wody-niz-egipt-falsz/.